TOP

“Świat stanął na głowie” – wywiad z lek. Tomaszem Karaudą

Służby medyczne całego świata to cisi bohaterowie naszych czasów. Nie noszą peleryn i nie latają pomiędzy budynkami, ale w niewygodnych kombinezonach przemierzają dziennie dziesiątki kilometrów opiekując się pacjentami.  Niedosypiają, niedojadają,  nie widzą swoich rodzin, idą do pracy w niepewności o własne zdrowie a nawet życie. Mimo wszystko niosą pomoc tym, którzy w tej chwili najbardziej jej potrzebują. Lekarze, pielęgniarki, pracownicy szpitali i wszyscy specjaliści medyczni, kierowcy karetek – to skład pierwszej linii frontu w tej nierównej walce z wirusem. Wśród pracowników służby medycznej nie brakuje także adwentystycznych lekarzy. Z jednym z nich będę miał dzisiaj okazję porozmawiać. [Daniel Kluska] Tomku, jesteś lekarzem oddziału chorób płuc szpitala im. Barlickiego w Łodzi. Ze wszystkich miejsc, w których może pracować lekarz rezydent, wybrałeś chyba najtrudniejsze; szczególnie w trakcie ogólnoświatowej pandemii. Jak bardzo zmieniła się Twoja praca w ciągu ostatnich dwóch miesięcy? Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem? [Tomasz Karauda] Świat stanął na głowie.  Kiedy zagrożenie docierało do Polski a my spoglądaliśmy z niepokojem za naszą zachodnią granicę, na Włochy czy Hiszpanię to czuliśmy, że ten scenariusz może się spełnić tutaj w Polsce. Ale komu może się spełnić? Przede wszystkim pracownikom służby zdrowia. Napięcie cały czas rosło. W momencie pojawienia się pierwszego przypadku zachorowania w Polsce na Covid-19 jeszcze nie wiedzieliśmy z czym to się będzie wiązało. Tak naprawdę cały system leczenia szpitalnego został przeorganizowany. Już od samego wejścia na SOR spotykamy ludzi ubranych w szczelne kombinezony, gogle, maski i przyłbice.  Już po 15 minutach przebywania w takim stroju robi się naprawdę gorąco. Po 12 godzinnym dyżurze, zdejmując całe ubranie po prostu opływa się we własnym pocie. Pojawiają się zawroty głowy, niedotlenienie i napięcie spowodowane niepewnością, czy gdzieś po drodze nie doszło do zakażenia. Strach jest tym większy, jeżeli jest się mężczyzną, ponieważ 70% osób umierających z powodu covid-19 to mężczyźni. A więc to na pewno wyzwanie medyczne; szkolenia, sprzęt dla szpitali, które są kompletnie nieprzygotowane na to wydarzenie, brak procedur, etc. Zostały wstrzymane wszystkie przyjęcia planowe. Na szczęście nie ma aż tak wielu pacjentów ilu się obawialiśmy. Sytuacja jest jednak płynna, zależna od naszej dyscypliny i od tego, jaki mamy sezon; za chwilę będzie lato i obawiamy się jesieni. Wydaje się jednak, że to co słyszeliśmy w mediach na temat wypłaszczania krzywej zachorowań, czyli momentu, w którym jesteśmy w stanie pomóc każdemu wymagającemu respiratora  i łóżka w szpitalu, jest prawdą i wciąż jesteśmy na tym etapie. Bogu za to dziękować. Gdy spojrzymy na śmiertelność z powodu tej choroby, to wynosi ona od 3-7%. Ktoś może powiedzieć, że to niewiele, ale kiedy wyestymujemy tą wartość do liczby wszystkich mieszkańców danego kraju, to liczby robią się potężne. We Włoszech nawet mówi się o tym, że w ciągu jednego dnia umiera więcej osób na koronawirusa w tym kraju, niż statystycznie traciło życie w trakcie jednego dnia II wojny światowej.  

Obejrzyj cały wywiad w serwisie YouTube!

  Co zaskoczyło Cię w ciągu ostatnich tygodni? Coś pozytywnego? A może jakieś negatywne reakcje ze strony ludzi? Ogromne wsparcie. Szczególnie w tej początkowej fazie. Z przyjemnością spoglądało się na grafiki, w których dziękowano ochronie zdrowia. Niektórzy z nas jednak patrzyli na to z pewnym uśmiechem spodziewając się, że przekuje się to w ilość sprzętu w szpitalach. Samymi oklaskami nie da się zabezpieczyć szpitali. To w jaki zdyscyplinowany sposób podeszli do zaleceń Polacy, to jak szybko zostały wprowadzone restrykcje, to w jaki sposób obywatele zareagowali aby organizować koncerty Charytatywne czy szyto maski dla szpitali, to jest coś pięknego. To wsparcie było czuć na każdym kroku. Zdarzają się jednak incydenty, kiedy ludzie omijają nas – personel medyczny – ze strachu przed zarażeniem. Mimo wszystko jest to jednak pewien margines przypadków. Czujemy wsparcie i cicho liczę na to, że przekuje się to na wzrost zaufania do personelu medycznego i lekarzy. Sytuacja pandemii spowodowała, że w internecie nastąpił wysyp nowych teorii dotyczących domowych sposobów walki z koronawirusem. Nie chcę odnosić się bezpośrednio do każdej z nich, ale jak Ty – lekarz – do nich podchodzisz? Jakie miałbyś wskazówki dla każdego, kto ulega takim spiskowym teorią? Czy koronawirus to faktycznie ogólnoświatowy spisek szczepionkowy a nie śmiercionośny wirus? Zalecałbym daleko idącą ostrożność. Przy okazji różnych zagrożeń pojawiają się różne teorie i trudno jest wyrokować, która z nich jest prawdziwa. Wiemy jedno: tak wygląda świat bez szczepionki. Szczególnie, kiedy mamy do czynienia z zagrożeniem, które rozprzestrzenia się szybko. To najlepsza lekcja dla wszystkich, którzy są przeciwnikami szczepienia. Zagrożenie jest realne. Możemy je dotknąć i zobaczyć na własne oczy. Co do innych teorii, to spotykaliśmy się z nimi zawsze. Zawsze niosą one ze sobą jakąś logikę. Nawet w czasie pokoju, kiedy ludzie umierali z powodu chorób nowotworowych to mówiono, że lek na raka jest, tylko przemysł farmaceutyczny stoją na stanowisku, że ludzie muszą umierać bo onkologia to wielki biznes. Jednak stoi to w sprzeczności z tym, co się obserwuje, czyli ogromnymi środkami przeznaczanymi na badania. Sukcesem jest przedłużenie życia danej grupy z chorobą nowotworową o dwa miesiące. Logiczne jest jednak to, że lekarze muszą z czegoś żyć, firmy farmaceutyczne muszą z czegoś żyć więc pewnie obie grupy gdzieś się dogadały. To jest nieprawdą i jest bardzo krzywdzące dla całego środowiska lekarskiego. Wciąż nie spotykam ludzi którzy żyją 140 lat, bo odnaleźli lek na wszystko. Ludzie żyją 80, 90 lat i odchodzą. Wydaje się zatem, że jak ziemia stoi, tak długo różne teorie będą się pojawiać. Co dwa, lub trzy tygodnie można zobaczyć Cię w mediach, nie tylko regionalnych ale przede wszystkim ogólnopolskich. Zabierasz głos w sprawach związanych ze służbą zdrowia. Czy myślisz, że sytuacja pandemii zmieni podejście państwa do służby zdrowia? Czy ostatecznie jakość służby zdrowia w Polsce ulegnie poprawie? Obserwujemy to falami. Moja obecność w mediach zaczęła się od protestu rezydentów w 2017 i 2018 roku. Miałem okazję zobaczyć jak wygląda polityka od strony aktywnego uczestnika. Prawdą jest to, że kto zdobywa nastroje społeczne, ten  „rządzi”. Jednak nieetyczne środki, które są nieraz stosowane, odbijają się na wszystkich uczestnikach bardzo mocno. Widzę jednak siłę w autentyczności i uczciwości przekazu. To jest teraz wielki deficyt w przekazie medialnym i życiu publicznym. Zwykła przyzwoitość i uczciwość. Ktoś, kto mógłby stać na straży uczciwości, mógłby zdobyć zaufanie wielu ludzi. Czy coś zmieni się po pandemii? Zmieniło się po proteście rezydentów. Zaufanie do lekarzy wzrosło a pewne przepisy udało się zmienić. Wzrost finansowania – znacznie niewystarczający, ale jednak coś drgnęło. Na pewno pandemia przyczyni się do wzrostu zaufania do lekarzy i pielęgniarek, którzy nie uchylali się od swojej służby. Wierzę, że to jest ten kapitał, który można wykorzystać. Zaangażuję całe swoje serce, aby budować dobry wizerunek nie tylko lekarzy a także lekarzy adwentystów. Praca w szpitalu, na pierwszej linii frontu, czy obecność w mediach to nie jedynie działanie jakiego się podejmujesz w tym wyjątkowym czasie. W ciągu ostatnich kilku tygodni zaangażowałeś się także w pozyskanie dodatkowych środków na zakup sprzętu medycznego dla służby medycznej. Z pomocą przyszła Dominika Kulczyk. Jak do tego doszło? To jest piękna historia, której sam bym nie wymyślił. Gdybym próbował dostać się w pobliże tych osób to nie wydaje mi się, abym był w tym skuteczny. Odczuwam to jako wyjątkowe błogosławieństwo i Boże prowadzenie. Pamiętam jeden z dyżurów, kiedy zadzwoniono do mnie z jednej z redakcji, że pewna fundacja poszukuje lekarza do opieki nad projektem medialnym, który miał się odbywać w Indiach. Ponieważ szereg ludzi odmówiło, zadzwoniono do mnie. Sprawy potoczyły się tak, że udało mi się wyjechać. Później okazało się, że fundacja którą się opiekowałem jako lekarz ekipy programu „Efekt domina” należał do pani Dominiki Kulczyk.
Mieliśmy okazję poznać się na miejscu i zrobić wiele dobrego dla ludzi w Indiach. Po powrocie minęło kilka tygodni. Kiedy zaczęła się pandemia dostałem telefon od Pani Dominiki, która zdecydowała się przekazać 20 mln złotych na wsparcie personelu medycznego w Polsce z pytaniem, jak najlepiej wykorzystać te środki. Miałem tą przyjemność aby wskazać Samorząd Lekarski jako to ciało, które w sposób rzetelny, godny i apolityczny będzie mogło zakupić sprzęt najlepszej jakości w najlepszej cenie. To się właśnie realizuje; w momencie w którym rozmawiamy, ląduje ostatni samolot z Chin – jeden z czterech. Dzięki wsparciu Prezesa Rady Ministrów samoloty przyleciały za darmo. Cieszę się, że mogłem być małym trybikiem w tej pomocy dla wszystkich nas pracujących na froncie zagrożenia. Jesteś osobą wierzącą. Jesteś Adwentystą Dnia Siódmego. Jak Twoja wiara pomaga Ci w pracy, służbie medycznej, którą wykonujesz? To duże wyzwanie. Kiedyś myślałem, że będę wiedział co mówić w momencie, kiedy ktoś odchodzi, gdy jest się jedyną osobą, która jest przy tej umierającej osobie. Szczególnie w sytuacji pandemii Covid-19, w której nie możemy wpuszczać rodzin. Ludzie ciężko chorują i odchodzą. Jedyną osobą która może im pomóc w przechodzeniu na drugą stronę jest lekarz lub pielęgniarka. Zawsze wydawało mi się, że będę miał wiele słów do powiedzenia osobom, które odchodzą; słów o Bogu, o nadziei, o przyszłości. Kiedy mogę, staram się to przekazywać. Widzę jednak, że czasami największym błogosławieństwem dla tych ludzi jest po prostu „być”. Czasami jest się dla nich księdzem, przed którym się spowiadają, przyjacielem lub członkiem rodziny. Czasami  wyzwanie jest tak duże, że aż przytłaczające. Z drugiej strony człowiek ma poczucie misji danej przez Boga, że mimo ciężaru noszenia zmartwień innych ludzi, jest się jedynym promykiem nadziei, mogącym wskazać, że wszystko się tak nie kończy i wszyscy jeszcze się kiedyś spotkamy przy wspólnym stole. Kto wie ile osób mogło odczuć tą nadzieję w ostatnich chwilach? Zawsze mówię to mocno przejęty. Szczególnie teraz w trakcie pandemii ci ludzie są tam sami. Jest moim przywilejem, radością, poczuciem misji, że mogę tam być. Czasami zastanawiam się, czy byłem wystarczająco długo i blisko z nimi i czy nie zawaliłem tych szans, które Bóg mi dał. Oby kiedyś w przyszłości okazało się, że tych błędów było jak najmniej. Tomku, bardzo dziękuję za rozmowę. Niech Bóg dalej błogosławi Cię w Twojej pracy w Twojej służbie. Wszystkiego dobrego. Dziękuję Ci Danielu.   Życiemasens.pl
Kategorie: NaukaŚwiat